Jak koty Polskę zbudowały
| Wydawca | Centryfuga |
| Miejsce wydania | Sulejówek |
| Rok wydania | 2025 |
| EAN (ISBN) | 978-83-977694-3-4 |
Na początek ciekawostka: Igor Banaszczyk uczestniczył epizodycznie w Przeglądach Nowości Wydawniczych jako reprezentant Biblioteki Publicznej Gminy Halinów. Do pewnego stopnia nadal jest częścią bibliotecznej braci, ale już nie w takim wymiarze jak kiedyś. Jakiś czas temu wykonał krok w stronę totalnej niezależności. Krok, którego można zazdrościć i jednocześnie się bać. Igor rozwija w tej chwili kanał – bardzo dobry zresztą – na YouTube „Grafzero vlog literacki”. Prawdziwym jednak przełomem dla jego drogi stanie się prawdopodobnie założenie własnego wydawnictwa Centryfuga. Na Przeglądzie 2/2026 wysoko oceniliśmy powieść otwierającą działalność oficyny. Mowa o „Stosie Heraklesa” Jana M. Długosza. Teraz wita się z czytelnikami w roli autora sam ojciec założyciel i robi to z dużą klasą. Na treść składa się zbiór opowiadań historycznych – słusznie określonych w okładkowym opisie „KOTstorycznymi – dla starszych dzieci i młodszych nastolatków. Co je wyróżnia? Odpowiedź już padła.
Nie mamy do czynienia z podręcznikową historią, żadną herstorią, etc. „Jak koty Polskę zbudowały” to KOTstoria na całego. Z lekkim niedowierzaniem przyjąłem fakt, że można tak dobrze oddać kocią perspektywę. Ta jedna decyzja autorska Igora Banaszczyka, czyli oddanie głosu kotom, jest poniekąd groteskowa (nawet w bajce historycznej), zabawna, jakościowa literacko i kluczowa ze względów poznawczych, ponieważ zaproponowany tu sposób nauczania podstawowych faktów z najdawniejszej historii Polski (tj. chrzest, koronacja Bolesława Chrobrego, śmierć biskupa Stanisława ze Szczepanowa) jest niekanoniczny, wywrotowy i nade wszystko skuteczny.
Lektura stanowi klasyczne potwierdzenie, że, będąc dzieckiem, najwięcej można nauczyć się przez zabawę, humor, zdecydowany odwrót od sztampy i zdobycie zainteresowania skazanego najczęściej na szkolną nudę młodego czytelnika. Rzecz zaczyna się od hitchcockowskiego trzęsienia ziemi, dosłownie w ubiegłym roku. Nagle zniknęło mnóstwo kotów. Okazało się, że szczęśliwie przypadek ten nie oznacza końca świata lub kataklizmu. Mruczki wyruszyły po prostu „na koci kongres, który organizuje się od starożytności, raz na wiele lat” (s. 11). Zaszczyt organizacji kongresu kopnął naszą ojczyznę, a konkretnie wioskę Koty-Rybno. Przybieżeli koty z całego świata. Afrykę reprezentuje z dumą Rademenes (czyżby to easter egg nawiązujący do serialu „Siedem życzeń”?). Co działo się na kongresie? „Szczególnie dużo uwagi poświęcono pozwowi zbiorowemu przeciw ludziom za brak wypłat dla kocich aktorów grających w śmiesznych filmikach w Internecie” (s. 14).
Główny cel polegał jednak na czymś innym. Wybrane koty snuły opowieści o starych dziejach Polski. Są one nieco przeinaczone, w odpowiednich fragmentach uwspółcześnione, prawda historyczna zostaje podkoloryzowana fantazją (takie prawo bajki), ale każdą opowieść wieńczą komentarze: kociego historyka – profesora Mruczka Purrczyńskiego i kociego biologa, doktora Burasa Behawiora. Pierwszy wyjaśnia pokrótce, jak sytuacja wyglądała w rzeczywistości, drugi tłumaczy tajemnicze zawiłości kocich stworzeń, które podczas kongresu przesadziły też z pewnym napojem do tego stopnia, że aż padają słowa: „Nigdy więcej mleka”. Wszak dorosłe koty nie powinny go pić. Traktuje książkę Igora Banaszczyka w kategoriach cennego odkrycia. Oprawa twarda, szyta. Bardzo polecam.
