Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy

Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy

Nieznany

Wydawca Znak Litera Nova
Miejsce wydania Kraków
Rok wydania 2026
EAN (ISBN) 9788384271896
Opis w Katalogu Centralnym

Na książkę składają się zapiski anonimowego Palestyńczyka, mieszkańca miasta Gazy, utrwalające codzienne zmagania w czasie konfliktu zbrojnego. Zmagania te nie dotyczą bynajmniej uczestnictwa w działaniach wojennych, lecz ich skutków, odczuwalnych przez zwykłego obywatela. Nie wiemy dokładnie, kim jest narrator. Sądząc z kontekstu zapisków jest on nieźle sytuowanym młodym człowiekiem mieszkającym z rodzicami i młodszą siostrą na jednym z osiedli. Zapiski rozpoczynają się 7 października 2023 roku, a kończą 2 marca 2024 i odzwierciadlają jego osobisty punkt widzenia, doświadczenia i refleksje. Zabrał się za nie, żeby nie zwariować. Prowadzenie dziennika pozwoliło mu bowiem na okiełznanie we własnej psychice rozgrywającego się wokół szaleństwa, którym są śmierć i spadające bomby. Pisze, że stan nieustannej czujności towarzyszy mieszkańcom Strefy od roku 2000, odkąd z różnym natężeniem śmierć wkracza w ich życie. Ale w październiku 2023 roku nastąpiła eskalacja. Wieść o wojnie sprawiła, że w pierwszym odruchu zaczął szukać aktu własności domu.

Nie wystarczy bowiem posiadać klucze do lokalu i zamieszkiwać w nim od pokoleń. Kiedy budynek zostanie obrócony w ruiny trzeba udowodnić, że było się jego właścicielem. Autor opisuje codzienność, w tym zdobywanie żywności i leków. Co do tych ostatnich, zależało mu szczególnie na jednym, który przyjmuje na stałe. Poszedł do jednej z aptek i okazało się, że farmaceucie zostało tylko kilka tabletek. Podziękował i poszedł szukać dalej, bo potrzebował znacznie więcej, ale nic nie osiągnął. Wrócił więc do apteki i wziął te, które były. I tak dobrze, że aptekarz nie sprzedał ich w międzyczasie. W mieście nie było prądu, ale jeden z osiedlowych sąsiadów miał agregat i pozwalał na podładowywanie urządzeń elektronicznych, w tym telefonów komórkowych.

Narrator zauważył, że szary na co dzień sąsiad stał się teraz ważny i zaczął zadzierać nosa. Zresztą on sam najczęściej wyłączał telefon. Stało się to po tym, jak otrzymał wiadomość, że jego przyjaciel został zabity razem z całą rodziną. Ewakuowano go z siostrą na prowincję, ale tam nie było wiele lepiej. Mieszkali w pokoju jednej z rodzin przygarniających uchodźców. Niewiele można było kupić, nie było nawet chusteczek do nosa. Owszem, niektórzy przedsiębiorczy miejscowi sprzedawali nadające się do tego celu kawałki materiałów, ale za horrendalne ceny. Życie osładzała im nieco przyjaźń z kotką Manarą, którą zabrali do pokoju, ale kiedy nadeszła ruja zwierzę dostawało szału, tym bardziej, że na zewnątrz czekał kocur Simba. Kotka robiła się tak hałaśliwa i agresywna, że nie mogli spać, w dodatku pogryzła i podrapała siostrę bohatera, kiedy ta starała się ją uspokoić. Musieli wypuścić ją, a Simba tylko na to czekał. Brakowało wody, a i kotkę trzeba było karmić. Autorowi udało się zdobyć i jedno i drugie, ale – jak napisał – nigdy nie przypuszczał, że nadejdzie okres, że za karmę i wodę w butelkach będzie musiał zapłacić tyle co za złoto. W porze jesienno-zimowej modlił się o słońce. Wcześniej nie lubił słońca, wolał deszcz i chłód. Ale kiedy zimno stało się dotkliwe, zmienił zdanie.

Napisał, że gdyby nie był Palestyńczykiem, chciałby być Finem, bo czytał, że Finlandia jest najszczęśliwszym krajem na świecie. Jednym z najbardziej wzruszających fragmentów „Dziennika” jest wpis z 1 grudnia adresowany do św. Mikołaja. Narrator i siostra są wprawdzie muzułmanami, ale obchodzą corocznie święta Bożego Narodzenia razem z chrześcijanami z udziałem choinki, stojącej zwykle do połowy stycznia. Zapisek na formę listu do św. Mikołaja, w którym autor prosi go o inne prezenty niż zwykle. Tym razem o koce, zamiast lalek i rowerów; o jedzenie i mąkę w miejsce ulubionej czekolady. Przecież dzieciom w Gazie jest zimno i cierpią głód. Finałem ich tułactwa, wykraczającego poza ramy dziennika, jest azyl, bynajmniej nie polityczny, lecz bytowy, zwyczajnie ludzki, na ziemi egipskiej. A tytuł książki jest cytatem z wiersza palestyńskiego poety Mahmuda Darwisza: „Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych / Nie zapomnij nakarmić gołębi”. Bo bohaterowie przetrwali również dzięki pomocy innych ludzi. Książka do zadumy i refleksji. Polecam. Oprawa miękka, klejona.