Rowerem na Wschód 1937. Unikalny reportaż z podróży po Starym Kontynencie u progu II wojny światowej
| Wydawca | Znak Horyzont |
| Miejsce wydania | Kraków |
| Rok wydania | 2025 |
| EAN (ISBN) | 9788384274873 |
Autor był angielskim pisarzem i podróżnikiem, który zasłynął z tego, iż na rowerze o imieniu George zjeździł przed wojną kraje całej Europy. Nie były to proste wyprawy turystyczne, lecz dogłębne penetracje przestrzeni geograficznej wzdłuż i wszerz, od granicy do granicy, głównymi drogami oraz podrzędnymi szlakami, gdzie poznawał miejscowych, dużo z nimi rozmawiał na różne tematy, słowem: z ujmującą i przyjazną postawą łaskawego angielskiego lorda zagłębiał się w świat obcych i maluczkich. Nie tylko zresztą maluczkich, bo na swojej drodze natrafiał na towarzystwo wytworne i obyte w wielkim świecie ówczesnej Europy, które zawsze służyło mu pomocą. Podobnie jak jego rodacy z brytyjskich konsulatów, misji lub agencji prasowych. Miewał przygody, chociaż dalekie od tych, opisywanych w sławnych książkach podróżniczych, nie strzelał więc i nie walczył, a jego uśmiech, zabytkowy rower oraz podróżny strój brytyjskiego dżentelmena, a zwłaszcza szorty, zaciekawiały i zjednywały mu nowych znajomych. Podobno samotny podróżnik nie wzbudza agresji, w przeciwieństwie do grupy, i Newman odważnie korzystał z tego psychologicznego przywileju, wykonując przy okazji drobne zadania wywiadowcze zlecone przez brytyjskie służby. Pamięć miał znakomitą, a do tego wzmacniał swoje spostrzeżenia i uzyskiwane informacje obfitymi notatkami, składającymi się później na grube, wychodzące w dużych nakładach i tłumaczone na wiele języków, książki o charakterze reportażu.
Interesowało go wszystko, szczególnie dzieje ludów i języków na danym obszarze, zwyczaje i mentalność danego narodu, jak również życie mniejszości. Chociażby Żydów. W każdym kraju obserwował ich zachowania i zwyczaje. Na przykład, jadąc pociągiem z Rusi Zakarpackiej do Warszawy dzielił przedział z kilkoma Izraelitami i obserwował jak jedzą. A robili to przez pięć godzin bez przerwy, dysponując wiktuałami typu arbuzy, winogrona, mięso, konserwy rybne oraz wino. Kiedy pociąg zatrzymał się na granicy z Czechosłowacją, poszli natychmiast do bufetu, żeby kontynuować konsumpcję. Następnego dnia, w kilka godzin po przyjeździe do Warszawy, kiedy Anglik spacerował po dzielnicy żydowskiej, napotkał jednego z tych współpasażerów i obaj przyjaźnie się pozdrowili. Newman notował niemal wszystko: składniki kulinariów, wygląd ulic i uliczek, krajobrazów, sposób stawiania chat i cerkiewek wraz rodzajem budulca, sposób zachowania mieszkańców, ich ubiór, wygląd, cechy anatomiczne, poziom wykształcenia. A kiedy już przelał to wszystko na papier powstawały absorbujące, niemal sensacyjne relacje, wraz z szeroką, wypełnioną zarówno planem ogólnym, jak i mnóstwem szczegółów, panoramą danego kraju. A że posługiwał się stylem lekkim, pełnym humoru, obfitym w dialogi i często zmieniające się plany, mógł liczyć na zainteresowanie odbiorców. Polskę upodobał sobie szczególnie i poświęcił jej trzy książki. Najpierw opisał wyprawę z roku 1934, potem z 1945, wreszcie – już po PRL-u – z 1957 roku. Również jego reportaż książkowy „Rowerem wokół Bałtyku” (1938) fragmentarycznie rozgrywa się na naszych ziemiach pomorskich.
W „Rowerem na wschód 1937” podróżnik zagłębia się w geograficzne i mentalne wnętrze Niemców coraz bardziej gotowych do wojny, Rumunów, Czechów, Słowaków i Rusinów. Próbuje również i Rosjan, ale jego podróże po Odessie i Kijowie natrafiły na liczne ograniczenia ze strony policji politycznej. Kontrolowano go na każdym kroku, przydzielano opiekunów z Inturistu, a nawet dwukrotnie aresztowano, aczkolwiek na krótko. Jego wyprawa rosyjska, w roku 1937 czyli czasie największego nasilenia masowego terroru, nieco rozczarowuje, bo niemal w ogóle nie daje się odczuć w relacji grozy ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. Podobnie z podróżą przez nazistowskie Niemcy: dostrzega wprawdzie germański nacjonalizm, ale jest pełen uznania dla osiągnięć gospodarczych i przemysłowych Trzeciej Rzeszy, jak również dla inteligencji, zdyscyplinowania i pracowitości jej przeciętnego mieszkańca. Sprawia to, że końcowa wymowa jego książki jest optymistyczna: wojny raczej nie będzie, bo narody Europy do tego nie dopuszczą. A ponadto autor cieszy się, że po zakończonych wojażach wraca do kochanej, starej Anglii, jedynym kraju w którym chce żyć dalej, bo chociaż zjeździł ich 25, to lepszego nie znalazł. Polecam. Oprawa miękka, klejona.
