Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo
| Wydawca | Wydawnictwo Czarne |
| Miejsce wydania | Wołowiec |
| Rok wydania | 2026 |
| EAN (ISBN) | 9788383962542 |
Reportaż Helen Garner to „Z zimną krwią” Trumana Capote’a naszych czasów. Prezentowana pozycja jest prawdziwym wydarzeniem w piśmiennictwie true crime. Autorka sięgnęła do przerażających wydarzeń z września 2005 roku, kiedy dokładnie w Dzień Ojca Robert Farquharson wjechał autem do wody w pobliżu Winchelsea, na południowy zachód od Melbourne w Australii. Nie był sam w środku. Podróżował razem z trójką synów (2,7,10 lat). Przeżył tylko on. Książka zaczyna się jak ballada. Oto dowód: „Był sobie raz bardzo pracowity facet, który mieszkał w małym miasteczku na prowincji stanu Wiktoria razem z żoną i trzema małymi synkami”. Ten dość sielankowy obrazek szybko przykrywa warstwa mroku, z którego zaangażowane emocjonalnie w sprawę osoby nie wydobędą się nigdy – zwłaszcza matka chłopców. Nie jest łatwo pisać o takich książkach bez nadmiernego wejścia w szczegóły zbrodni, ale wiadomo, że takie rozwiązanie odpada, ponieważ odbiera czytelnikom (tym razem raczej nie przyjemność lektury), ale szereg mocnych wrażeń, które Garner przedstawiła z rzadko spotykanym umiarkowanym chłodem. Czytelników mogę jedynie zachęcić do lektury. Znajdą w niej drobiazgową rekonstrukcję (-e) zdarzeń niewolną od scen drastycznych jak niegdyś w programie kryminalnym „997”. Jestem przekonany, że wyobraźnia odbiorców będzie pracowała na najwyższych obrotach.
Trudno nie zmusić się do wizualizacji zbrodni usilnie ukazywanej przez sprawcę jako wypadku drogowego. Niejako czarnego humoru tej makabrze dodają tłumaczenia Farquharsona o doznanym omdleniu kaszlowym. Nieprawdopodobne, ale nie niemożliwe. Stąd w toku żmudnego procesu nie brakowało eksperymentów medycznych. Farquharson miał wszak prawo do podjęcia rozpaczliwej obrony. Na ile mógł jednak liczyć, gdy według zeznań jednego ze świadków (de facto wieloletniego znajomego) wypowiedział następującą kwestię: „Ciekawe, że mówisz o snach – ja mam wypadek i z tego wychodzę, a oni nie”.
Była to replika na ostrzeżenie znajomego, który powiedział doń wcześniej słowa w rodzaju „Nawet o tym nie śnij”, zareagowawszy na sugestie zemsty Farquharsona na byłej żonie. Do czego jest zdolny prosty mężczyzna, wykonujący prosty zawód, z prostą dotychczas psychiką, w której teoretycznie nie miało się co zepsuć? To jeden z tych antybohaterów, których chcemy zobaczyć na własne oczy. Te fetyszystyczne odruchy umożliwiają wyszukiwarki internetowe, ale sama Garner wyznała: „Kiedy słyszę, że ktoś popełnił straszną zbrodnię, od razu chcę wsiąść na rower i jechać do sądu, żeby zobaczyć, jak ktoś taki wygląda”. Proces Farquharsona był publicznym, szeroko komentowanym wydarzeniem przeradzającym się w spektakl medialny. Dramaty sądowe tej skali najczęściej oglądamy w filmach fabularnych. Tym razem zostaje samo życie. Oprawa twarda, szyta.
